Reprezentanci mareckiej przyrody

To był mój piąty start w Memoriale Bercika i każdy kojarzył mi się z upałem, choć należy wspomnieć, że w roku 2015 natura była dla zawodników łaskawa, bo w noc poprzedzająca zawody przeszła gigantyczna burza, która słynny marecki piach zamieniła w lepką i klejąca się do opon substancję, a temperatura oscylowała w okolicach 20 stopni.

 

W tym roku jednak upał nie odpuścił, co miało swoje konsekwencje w końcówce trasy, czyli na trzeciej pętli. Już objeżdżając trasę na spokojnie w piątek (dziękuję Panowie za oznakowanie szarfami) i patrząc na wykres tętna wiedziałem, że sobota zapowiada się w stylu „Co? Jeszcze 18 km? O nie!”, czyli organizm będzie już zmaltretowany w okolicach połowy dystansu.

Jak wiemy trasa w Markach to za pierwszym razem duże zaskoczenie dla większości debiutantów, którzy spodziewają się przejechania tych 53 km po szutrach i w tempie pod 30 km/h. Ale Panie i Panowie – nic z tych rzeczy! Na tych 3 pętlach dostaniecie niby nieduże górki, ale i interwał, który w połączeniu z tempem, piachem i temperaturą zweryfikuje Waszą wytrzymałość. Technika tez jest wymagana, ponieważ już niejeden zawodnik zapoznawał się z bliska z rowami, drzewami, czy tez innymi reprezentantami mareckiej przyrody, bo trasa wymaga jednak od uczestników maksymalnej koncentracji, aby nie powiedzieć – pokory.

Wracając do tematu soboty 30 lipca – dla mnie jazda okazała się prawdziwą przyjemnością, ale niestety do ok. 35 kilometra. Od początku trzeciej pętli z przerażeniem myślałem, że czeka nas jeszcze kilka podjazdów, które na początku wydawały się nieduże, ale w tamtym momencie czułem się jak na górskim etapie cyklu w rodzaju „Pure MTB” i zastanawiałem się, czy podjadę, czy niestety przećwiczę szybkość wprowadzania roweru pod górę. Ogólnie udało się i podjechać i ukończyć te wg mojego licznika prawie 53 kilometry, ale to była najcięższa dla mnie edycja w całej serii.

Zmiana trasy w drugą stronę w stosunku do dwóch lat ubiegłych z pewnością wpłynęła na trudność trasy, ale ja raczej jestem zwolennikiem wersji z lat 2014-2015 – wg mnie jazda jest bardziej płynna, a i wydmy lepiej pokonywać zjeżdżając niż podjeżdżając, niemniej  jednak każdy jedzie po tym samym i w tym samym kierunku więc takie luźne dywagacje są tylko opiniami, które wdrażam podczas jazdy treningowej.

Bardzo duże słowa uznania dla osób wyznaczających trasę, którzy co roku to dobudują jakąś górkę, zetną parę drzew, zaprojektują nowe  ścieżki i single, czyli co roku jedziemy w tym samym rejonie, ale trasa ma za każdym razem nowe elementy.

Na koniec mała refleksja, po zakończeniu wyścigu odbyłem krótką, ale dosyć nieprzyjemna rozmowę z innym uczestnikiem tego wyścigu na temat kultury jazdy i o ile moja rozmówczyni była sympatyczna, to towarzysząca jej osoba chyba zupełnie nie zrozumiała charakteru tej imprezy. Ilość pomyj i wyzwisk jaka spłynęła na mnie podczas wymiany zdań z Panem w obcisłym podkoszulku, który nawet w tym dniu nie wsiadł na rower, pokazuje, że nie wszyscy zrozumieli idei  Memoriału….

Tradycyjne słowa podziękowania dla wszystkich zaangażowanych w organizację – mam nadzieję, że będziemy się jeszcze spotykać….

Jarek