Marki - korki i markety?

W 2011 roku ze zdziwieniem odkryłem, że w Markach, które do tej pory kojarzyły się mi głównie z centrum handlowym oraz zakorkowaną ul. Piłsudskiego organizowana co roku jest sympatyczna i znakomicie zorganizowana impreza MTB, która, o dziwo, zmusza zawodników do wspinania się po górkach z tętnem ponad 180 oraz zjeżdżania z nich z niewiele niższym biciem serca (głównie z emocji). Nie ma w niej też niezdrowej atmosfery rywalizacji o awans w klasyfikacji za wszelką cenę, tylko, jak kiedyś głosił slogan polskiej reprezentacji piłkarskiej, liczy się bardziej dobra zabawa.
Ubiegłoroczna, V edycja Memoriału Bercika, była moim 2 wyścigiem MTB na Mazowszu. Jako ambitny i pochodzący z gór zawodnik miałem nadzieję zawojować płaskie i nieco jak dla mnie za piaszczyste tereny okolic Warszawy. Niestety, okazało się, że inna jest specyfika wspinania się na górskie wzniesienia w tempie 7 km/h, a inna jest jazda w tempie 25 km, kiedy wielu zawodników pała chęcią szybkiego awansu "sektorowego" oraz wyprzedzeniu konkurenta z narażeniem życia i zdrowia, aby w pracy pochwalić się wywalczeniem miejsca w drugiej setce klasyfikacji mazovieckiego wyścigu;). O trzymaniu się, przez 20 km pod wiatr na kole, a na finiszu odjeżdżaniem z radością i pokonywaniu mety o błysk szprychy przed prowadzącym "frajerem" nie wspomnę - cóż taka specyfika wyścigów po szutrach w lasach;)

Rok 2012 miał być nieco inny:) Ze znajomymi z Wilczopolski Race Division chytrze podeszliśmy do sprawy postanawiając objechać
treningowo trasę przed wyścigiem tak, aby znajomością jej przebiegu znokautować debiutującą konkurencję. Niestety, część przeciwników postąpiła tak samo, a i sami organizatorzy byli od nas bardziej przebiegli, jako że pomimo zamieszczenia śladu gps, trasa w paru miejscach i tak miała inny przebieg (sprytne, sprytne). Sama impreza wiadomo - brak bałaganu, brak kolejek do biura zawodów, wszystko dostępne (łącznie z nożyczkami) i w ogóle nieciekawie, bo nie ma na co ponarzekać! Do tego wszyscy zaangażowani w organizacje imprezy mili, uśmiechnięci, nawet Ci, co stali na trasie kilka godzin zabezpieczając trasę i patrząc na sapiących na podjazdach zawodników. Trasa naturalnie była tak samo pofałdowana jak rok wcześniej, za długa o jakieś 2 rundy, a rywale oczywiście w większości za szybcy. Atmosfera jakaś dziwna, bo każdy rozumiał co znaczy "prawa lub lewa wolna" oraz
nie było czuć w powietrzu atmosfery z innych mazovieckich wyścigów na rowerach MTB (bo w odróżnieniu od innych  mazovieckich "wyścigów na rowerach MTB",  Memoriał jest jak najbardziej znakomitą okazją do pościgania się po fajnych górkach i pozaliczaniu technicznych zjazdów oraz niemiłych wydm z niepozornym, ale złośliwym piaskiem. Co więcej, mimo że pętla miała około 16 km, a sam wyścig trwał od 2 do 3 godzin w zależności od aktualnej formy sportowej, woda i izotoniki na licznych bufetach nie chciały się skończyć, a obsługa tychże cały czas dbała, abyśmy się odpowiednio nawadniali. Po zakończeniu rywalizacji było pełno owoców, domowych ciast, makaron nie był "tradycyjnie" rozgotowany, a sos był odpowiednio doprawiony i posypany serem. Zaraz
po zamknięciu trasy wywieszono wyniki, a wszystko uwieńczyła sympatyczna dekoracja zwycięzców i losowanie atrakcyjnych nagród.
Ciężko obrażeni na organizatorów innych cykli wyścigów na mazovieckich szutrach na rowerach MTB opuściliśmy gościnne Marki i udaliśmy się do domu. Bardzo wszystkim dziękujemy i cieszymy się, że każdy dzień przybliża nas do kolejnej edycji Memoriału.

Jarek U.